SZPITAL W SALZBURGU...
- Ursula i Bianka, co Wy na to? - pyta facet w średnim wieku. Mam już tego lekko dość.
- A niby czemu tak? - tym razem pyta młodszy blondyn.
- Obie Wasze babcie miały tak właśnie na imię. Poza tym to piękne imiona są. Typowo austriackie, bez wydziwiania. - odpowiada uśmiechając się do mnie znacząco. - Prawda Julio?
- Tak, ładne. - potakuję i zerkam w stronę Michaela. Mam nadzieję na jakikolwiek ratunek albo wsparcie z Jego strony ale On tylko się nad czymś wyraźnie zastanawia. Przysięgam, że uduszę Go zanim za Niego wyjdę.
- Britney i Paris też są ładne. - obrusza się chłopak. Tym razem wydaję głuchy jęk. Tak, to jest oznaka rozpaczy.
- Jest na to jeszcze czas. - mówi w końcu Michi. - To co? Odwiozę Was do domu co? - proponuje.
- Już Nas wyganiasz? - dziwi się Josef.
- Znając Ciebie tato, to przyjedziesz niedługo i to sam, autobusem. - komentuje Alex. - To co Jula, trzymaj się ciepło i poręczy od łóżka, wykorzystuj Michiego jak tylko się da i zastanów się nad moimi propozycjami imion. Takie imiona wróżą wielką karierę. - puszcza mi oko, daje buziaka i ciągnąc za sobą machającego do mnie ojca wychodzi z sali.
- Wrócę wieczorem. - mówi i całuje mnie w czoło po czym też wychodzi. I zapada błoga cisza. Święty spokój. Nareszcie. W końcu mogę w spokoju pomyśleć o tym co się tak właściwie dzieje w moim życiu. Brzuch rośnie coraz bardziej, ja jem coraz więcej, pierścionek na palcu co dzień błyszczy coraz bardziej jakby krzycząc, że wychodzę za mąż. A pytania skąd Go wziął pozostają bez odpowiedzi. I tak od miesiąca. Lekarze uspokajają mówiąc, że teraz może być już tylko lepiej. Że dzieci są bezpieczne i nawet gdyby urodziły się dziś, wszystko byłoby dobrze. Mimo, że to dopiero połowa czerwca...
Patrzę na bukiet stojący obok łóżka. Co trzy dni dostaję nowy bukiet pięknych białych róż. I za każdym razem się uśmiecham, bo doskonale wiem od kogo są mimo, że nie ma żadnego liściku. Białe róż są symbolem pierwszej, prawdziwej ale i niewinnej miłości. I wiedział o tym ich znaczeniu tylko Matt. I mimo, że cieszę się, że chociaż w taki sposób przy mnie jest to nie mogę przestać się o Niego martwić. Nie wiem co się z Nim dzieje. Nikt nie wie. Po prostu zniknął. Zapadł się pod ziemię...
- Ej... nie kopcie mnie aż tak moje panny. - i śmieję się sama do siebie głaszcząc wielki wystający brzuch. już mam się zdrzemnąć kiedy zza drzwi wyłaniają się dwie blond czupryny.
- Możemy? - pyta jedna z kobiet. Uśmiecham się miło. Przez ten miesiąc to One odwiedzały mnie najczęściej. Przecież każdy ma swoje życie i swoje obowiązki. Takie jak treningi i zgrupowania... Kiwam głową, a One siadają na brzegach łóżka. - I jak wizyta przyszłego teścia? - śmieje się Sabrina.
- Twórcza. - odpowiadam. Unoszą brwi w geście zdziwienia. - Wymyślał imiona dla dziewczynek. - wyjaśniam. Zaczynają się śmiać i patrzeć na siebie znacząco. - Co jest?
- Cóż... Chłopaki stwierdzili, że skoro przegrali tyle kasy w tym durnym zakładzie to powinni mieć prawo głosu w sprawie imion. - mówi Sandra.
- Że co?
- Biedny Manu nie miał nic do powiedzenia kiedy wpisywali propozycje na listę. - dodaje Sabrina.
- Jaką listę? - pytam. Sandra wyjmuje kawałek papieru z torebki i podaje mi go. Patrzę intensywnie na listę miliona imion, które wymyślili. Każdy przy tym się podpisał jakbym miała dawać nagrody za najlepsze pomysły.
- A niby czemu tak? - tym razem pyta młodszy blondyn.
- Obie Wasze babcie miały tak właśnie na imię. Poza tym to piękne imiona są. Typowo austriackie, bez wydziwiania. - odpowiada uśmiechając się do mnie znacząco. - Prawda Julio?
- Tak, ładne. - potakuję i zerkam w stronę Michaela. Mam nadzieję na jakikolwiek ratunek albo wsparcie z Jego strony ale On tylko się nad czymś wyraźnie zastanawia. Przysięgam, że uduszę Go zanim za Niego wyjdę.
- Britney i Paris też są ładne. - obrusza się chłopak. Tym razem wydaję głuchy jęk. Tak, to jest oznaka rozpaczy.
- Jest na to jeszcze czas. - mówi w końcu Michi. - To co? Odwiozę Was do domu co? - proponuje.
- Już Nas wyganiasz? - dziwi się Josef.
- Znając Ciebie tato, to przyjedziesz niedługo i to sam, autobusem. - komentuje Alex. - To co Jula, trzymaj się ciepło i poręczy od łóżka, wykorzystuj Michiego jak tylko się da i zastanów się nad moimi propozycjami imion. Takie imiona wróżą wielką karierę. - puszcza mi oko, daje buziaka i ciągnąc za sobą machającego do mnie ojca wychodzi z sali.
- Wrócę wieczorem. - mówi i całuje mnie w czoło po czym też wychodzi. I zapada błoga cisza. Święty spokój. Nareszcie. W końcu mogę w spokoju pomyśleć o tym co się tak właściwie dzieje w moim życiu. Brzuch rośnie coraz bardziej, ja jem coraz więcej, pierścionek na palcu co dzień błyszczy coraz bardziej jakby krzycząc, że wychodzę za mąż. A pytania skąd Go wziął pozostają bez odpowiedzi. I tak od miesiąca. Lekarze uspokajają mówiąc, że teraz może być już tylko lepiej. Że dzieci są bezpieczne i nawet gdyby urodziły się dziś, wszystko byłoby dobrze. Mimo, że to dopiero połowa czerwca...
Patrzę na bukiet stojący obok łóżka. Co trzy dni dostaję nowy bukiet pięknych białych róż. I za każdym razem się uśmiecham, bo doskonale wiem od kogo są mimo, że nie ma żadnego liściku. Białe róż są symbolem pierwszej, prawdziwej ale i niewinnej miłości. I wiedział o tym ich znaczeniu tylko Matt. I mimo, że cieszę się, że chociaż w taki sposób przy mnie jest to nie mogę przestać się o Niego martwić. Nie wiem co się z Nim dzieje. Nikt nie wie. Po prostu zniknął. Zapadł się pod ziemię...
- Ej... nie kopcie mnie aż tak moje panny. - i śmieję się sama do siebie głaszcząc wielki wystający brzuch. już mam się zdrzemnąć kiedy zza drzwi wyłaniają się dwie blond czupryny.
- Możemy? - pyta jedna z kobiet. Uśmiecham się miło. Przez ten miesiąc to One odwiedzały mnie najczęściej. Przecież każdy ma swoje życie i swoje obowiązki. Takie jak treningi i zgrupowania... Kiwam głową, a One siadają na brzegach łóżka. - I jak wizyta przyszłego teścia? - śmieje się Sabrina.
- Twórcza. - odpowiadam. Unoszą brwi w geście zdziwienia. - Wymyślał imiona dla dziewczynek. - wyjaśniam. Zaczynają się śmiać i patrzeć na siebie znacząco. - Co jest?
- Cóż... Chłopaki stwierdzili, że skoro przegrali tyle kasy w tym durnym zakładzie to powinni mieć prawo głosu w sprawie imion. - mówi Sandra.
- Że co?
- Biedny Manu nie miał nic do powiedzenia kiedy wpisywali propozycje na listę. - dodaje Sabrina.
- Jaką listę? - pytam. Sandra wyjmuje kawałek papieru z torebki i podaje mi go. Patrzę intensywnie na listę miliona imion, które wymyślili. Każdy przy tym się podpisał jakbym miała dawać nagrody za najlepsze pomysły.
"Leia i Padme - Gregorek [wierzę, że będziesz po jasnej stronie mocy ;) ]
Daphne i Velma - Thomas
Angela i Hillary - Morgi"
Patrze na Nie z niedowierzaniem.
- Gwiezdne wojny, Scooby Doo i... - nie rozgryzam pomysłów Morgensterna ale wiem, że coś się pod tymi imionami kryje.
- Kobiety sukcesu rządzące światem. - mówi Sabrina wywracając oczami. - Merkel i Clinton. - dodaje. Nie wytrzymuję, muszę się zaśmiać. Kręcę głową z niedowierzaniem.
- Stefan nie typował? - pytam zaskoczona brakiem Jego na tej liście.
- Powiedział, że On i tak wie jak dacie dziewczynkom na imię. - wzrusza ramionami Sandra.
- Nawet My tego jeszcze nie wiemy. - wyjaśniam. Kładę kartkę na stoliczek obok łóżka. - Co słychać na wolności? - pytam.
- Chłopcy pojechali na zgrupowanie do Going. I znając życie obijają się w jakimś SPA zamiast trenować.
- Skąd taki wniosek Sandy? - pytam z rozbawieniem.
- Gregor ciągle wysyła mi zdjęcia z masażu albo innych durnych zabiegów. I na każdym z nich jest inna kobieta. - mówi niezadowolona. Znów się śmieję.
- A u Was? Wszystko w porządku? - pytam widząc lekko przygaszoną Sabrinę. Druga z blondynek patrzy na Nią z lekkim smutkiem na twarzy. Coś się dzieje...
- Wszystko ok. Nie martw się o Nas. - mówi w końcu. I jakoś Jej nie wierzę. - Odejmę Ci jeszcze trochę zmartwień. - dodaje. - Thomas ma 2 walizki ubranek dla malutkich dziewczynek więc chociaż na początku nie będziecie musieli wydawać fortuny.
- Na prawdę? To super. - cieszę się z tego bardzo bo ani mi w głowie myślenie o kupowaniu ubranek. - To po Lily tak? - pytam. I blondynka znów staje się wyraźnie zgaszona.
- Tak. Kristina przywiozła je wczoraj. - odpowiada.
Kristina...
No chyba nie jest o Nią zazdrosna...
- Thomas pewnie się ucieszył, że znowu zobaczył córeczkę, co? - próbuję podpytać ale chyba jest jeszcze gorzej.
- Lily jest z rodzicami Thomasa. Pojechali z Nią do Włoch. Nad morze na 2 tygodnie.
Och...
Patrzę uważnie na Sandrę ale ta tylko kręci głową więc o nic więcej nie pytam. No ale we wszystkim trzeba znaleźć przecież te dobre strony.
- No to skoro nie macie Lily przez weekendy to co Ty tu jeszcze robisz? - pytam. Patrzy na mnie zdziwiona. - Czemu nie pojedziecie gdzieś na romantyczny weekend? Może nie w jakieś gorące kraje ale choćby wyżej w góry? - proponuję. Uśmiecha się blado.
- We trójkę byłoby chyba mało romantycznie. - mówi poważnie. No i Sandra nie wytrzymuje.
- Ja na prawdę lubię Kristinę ale na Twoim miejscu powiedziałabym Jej żeby się odczepiła raz na zawsze i zajęła się swoim życiem a nie wpieprzała z butami do Waszego. W ogóle co to ma znaczyć, że Ona z Wami teraz mieszka co?
- Słucham? - no to mnie załatwiły. Sabrina nie wygląda na zachwyconą tymi słowami.
- Sprawa wygląda tak... Kiedy Kristina razem z Thomasem odwieźli małą do Jego rodziców przyjechali do domu w Innsbrucku. W rozmowie wyszło, że Kristy ma w Innsbrucku teraz jakiegoś ważnego klienta i dojazd z Seeboden zajmuje Jej ponad 2 godziny więc Thomas nie ustalając niczego z Sabriną postanowił, że przecież Kristina może przez ten czas mieszkać u Nich.
- Och... - tylko tyle udaje mi się powiedzieć. - No ale... No przecież Thomas jest z Tobą i to Ciebie kocha i macie wspólna sypialnię tak? - pytam. Kiwa głową. - A Ona ma osobną tak? - ponownie kiwa głową. - No to w czym problem?
- W tym, że Thomas zachowuje się jak idiota! - mówi wściekła Sandra. Aż sama się Jej boję kiedy tak warczy. To już wiem dlaczego Schlieri tak się Jej słucha.
- A co to znaczy, że zachowuje się jak idiota? - pytam.
- Sabrina może mówić do Niego a On nic. Jak grochem o ścianę, a kiedy Kristina czegoś potrzebuje to w jednej sekundzie to robi. Następny przykład... chciałyśmy dzisiaj przyjechać do Ciebie Jego samochodem, bo ja nie mam prawa jazdy a Sabi ma samochód w warsztacie. To wiesz dlaczego przyjechałyśmy autobusem? Bo Kristina musiała jechać na zakupy i On oczywiście musiał jechać z Nią. Mam powiedzieć o wczorajszym wieczorze? - pyta blondynkę.
- Nie musisz. - wzdycha. - Cały dzień spędził na szukaniu z Kristiną odpowiednich paneli do Jej mieszkania. Wieczorem... przygotowałam Nam kąpiel... wiesz... zapachowe świeczki, dużo piany w wannie, białe wino...
- A Thomas powiedział, żeby się nie wygłupiała, bo kto to potem będzie sprzątał i żeby lepiej poszła z Nim do salonu oglądać z Kristi"Das Dschungelcamp"! - przerywa Jej wzburzona Sandra. Patrzę na drugą z blondynek i uwierzyć nie potrafię, że Thomas tak się zachowuje. Przecież dobrze widziałam jak On patrzy na swoją obecną partnerkę.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. - mówię szczerze. Cholernie lubię obie dziewczyny, a Sabrinę szczególnie, bo tak jak Ja ma bądź co bądź faceta z odzysku, którego z byłą partnerką łączą Go silne więzi. Po prostu Ją rozumiem. - Kurde no... tak nie może być. - teraz to i ja się burzę.
Nie nadążam za Twoimi hormonami.
- Łatwo powiedzieć... - mruczy.
- Hej! Weź Ty się kochana przestań użalać nad sobą ok? To po pierwsze. Po drugie, to Ty jesteś tą ważniejszą w tym momencie więc pokaż Jej to do cholery, a po trzecie, przywiąż Go do łóżka, wskocz w jakieś sprośnie wdzianko i przypomnij Mu, że może cholernie dużo stracić. - mówię poważnie. Widzę jak się dziwi a Sandra zaczyna śmiać. - I ja poważnie mówię. - dodaję.
- Póki co musimy wracać jeżeli chcemy zdążyć na ostatni autobus do domu. A po drodze wstąpimy do jakiegoś sklepu ze sprośna bielizną. - mówi przez śmiech Sandy.
- A jak to nie zadziała? - pyta blondynka.
- Zadziała. - zapewniam Ją. Z Jej figurą? Musi zadziałać...
***
- Potrzebujesz czegoś? - pytam. Idę przez korytarz pełen mężczyzn, którzy właśnie przyjechali do swoich żon z kwiatami.
Ty kwiatów nie masz.
Bo się nie zmieszczą w sali. Poprawiam słuchawkę przy uchu.
- To czego potrzebowałem najbardziej już mam. Wszystko już prawie załatwione. Wiesz czego Nam jeszcze brakuje.
- Wiem. Ale na to musisz jeszcze poczekać.
- Wiem... Jak Ona się czuje? - pyta.
- Z każdym kolejnym dniem coraz lepiej. - przystajemy przed wejściem do sali. Patrzę na blondyna stojącego obok mnie. Patrzy na mnie uważnie.
- Odwiedzę Ją jak tylko załatwię ostatni podpis. A niestety czuję, że ciężko będzie mi Go zdobyć. Może gdyby Jula...
- Nie. - przerywam Mu stanowczo. - Na pewno nie teraz Matt.
- Jasne.
- Trzymaj się. - mówię i rozłączam się.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - pyta mnie blondyn.
- Nie mam co do tego żadnych wątpliwości Thomas. - odpowiadam zgodnie z prawdą. Otwieram drzwi i wchodzę do sali. Kiedy zauważa Morgiego coś zmienia się w Jej wzroku. Patrzy na Niego jakby chciała Go uderzyć. Więc marszczę brwi.
- Ty. - wskazuje Go palcem. - Chodź tu, siadaj i słuchaj, bo nie będę się powtarzać. - rozkazuje. Thomas śmieje się ale posłusznie robi co Mu kazano. - Co Ty odpieprzasz? - pyta wprost. No i teraz to i ja i On się dziwi. Nigdy wcześniej nie rozmawiali tak... bezpośrednio. W ogóle miałem wrażenie, że Julia i Thomas rozmawiają tylko kiedy muszą albo kiedy wypada...
- Nie bardzo wiem o czym mówisz Julka. - mówi spokojnie ale nadal patrzy na Nią zdezorientowany.
- Źle Ci w życiu? - pyta.
- Nie...
- Za duże serce masz? Brakuje Ci czegoś? Dwie sroki za jeden ogon chcesz złapać? A może raczej dwie blondynki na jednego biednego Morgensterna co? - kontynuuje a Jego oczy robią się coraz większe. Moje też.
- Ale...
- Zamknij się i odpowiadaj na pytania. Dobrze Ci z Sabriną?
- Tak. - odpowiada pewnie.
- Jest dla Ciebie ważna?
- Najważniejsza ale...
- Kochasz Ją?
- No tak...
- To spieprzaj stąd, zrób Jej dobrze, a Kristinie pokaż odpowiednie miejsce w szeregu, bo to że jest matką Twojej córki nie oznacza, że ma być na pierwszym miejscu. Jasne?! - znów warczy. I patrzy groźnie. Jeszcze Jej takiej nie widziałem. A najdziwniejsza jest jednak reakcja Morgiego. Siedzi naprzeciwko Niej i patrzy na Nią uważnie. I jakby... myśli. - Thomas? - chyba widzi coś więcej ode mnie, bo natychmiast zmienia minę. Teraz patrzy na Niego z pewną obawą w oczach. - Co jest? - Przez chwilę się nie odzywa. W końcu zerka w moją stronę, a potem patrzy na Julię.
- To jest... trochę bardziej skomplikowane. - mówi po chwili ciszy. Jest poważny. Coś się stało?
- Thomas co się dzieje? Najpierw Sabrina przyjeżdża załamana, teraz Ty zachowujesz się dziwnie...
- Nie potrafię spojrzeć Jej w oczy Julia. - wyznaje nagle. Brunetka patrzy na mnie ale mogę jedynie wzruszyć ramionami, bo nie wiem o co chodzi. - Zrobiłem coś... Czego nigdy mi nie wybaczy. - mówi wyraźnie już załamany. I nie poznaję Go.
- Thomas co się stało? - pytam. Patrzy na mnie zrezygnowany i nie chcę tego usłyszeć. Nie chcę wiedzieć tego co mi zaraz powie. Bo znanie takiej tajemnicy jest cholernie podłym uczuciem. A jeszcze podlejszy jest ten zawód jaki teraz czuję. Bo był dla mnie wzorem uczciwości. Wzorem faceta, który potrafi kochać największą, szczerą i wierną miłością. Dzięki Niemu wierzyłem w to, że związek ma sens...
- Przespałem się z Kristiną...
- Ty. - wskazuje Go palcem. - Chodź tu, siadaj i słuchaj, bo nie będę się powtarzać. - rozkazuje. Thomas śmieje się ale posłusznie robi co Mu kazano. - Co Ty odpieprzasz? - pyta wprost. No i teraz to i ja i On się dziwi. Nigdy wcześniej nie rozmawiali tak... bezpośrednio. W ogóle miałem wrażenie, że Julia i Thomas rozmawiają tylko kiedy muszą albo kiedy wypada...
- Nie bardzo wiem o czym mówisz Julka. - mówi spokojnie ale nadal patrzy na Nią zdezorientowany.
- Źle Ci w życiu? - pyta.
- Nie...
- Za duże serce masz? Brakuje Ci czegoś? Dwie sroki za jeden ogon chcesz złapać? A może raczej dwie blondynki na jednego biednego Morgensterna co? - kontynuuje a Jego oczy robią się coraz większe. Moje też.
- Ale...
- Zamknij się i odpowiadaj na pytania. Dobrze Ci z Sabriną?
- Tak. - odpowiada pewnie.
- Jest dla Ciebie ważna?
- Najważniejsza ale...
- Kochasz Ją?
- No tak...
- To spieprzaj stąd, zrób Jej dobrze, a Kristinie pokaż odpowiednie miejsce w szeregu, bo to że jest matką Twojej córki nie oznacza, że ma być na pierwszym miejscu. Jasne?! - znów warczy. I patrzy groźnie. Jeszcze Jej takiej nie widziałem. A najdziwniejsza jest jednak reakcja Morgiego. Siedzi naprzeciwko Niej i patrzy na Nią uważnie. I jakby... myśli. - Thomas? - chyba widzi coś więcej ode mnie, bo natychmiast zmienia minę. Teraz patrzy na Niego z pewną obawą w oczach. - Co jest? - Przez chwilę się nie odzywa. W końcu zerka w moją stronę, a potem patrzy na Julię.
- To jest... trochę bardziej skomplikowane. - mówi po chwili ciszy. Jest poważny. Coś się stało?
- Thomas co się dzieje? Najpierw Sabrina przyjeżdża załamana, teraz Ty zachowujesz się dziwnie...
- Nie potrafię spojrzeć Jej w oczy Julia. - wyznaje nagle. Brunetka patrzy na mnie ale mogę jedynie wzruszyć ramionami, bo nie wiem o co chodzi. - Zrobiłem coś... Czego nigdy mi nie wybaczy. - mówi wyraźnie już załamany. I nie poznaję Go.
- Thomas co się stało? - pytam. Patrzy na mnie zrezygnowany i nie chcę tego usłyszeć. Nie chcę wiedzieć tego co mi zaraz powie. Bo znanie takiej tajemnicy jest cholernie podłym uczuciem. A jeszcze podlejszy jest ten zawód jaki teraz czuję. Bo był dla mnie wzorem uczciwości. Wzorem faceta, który potrafi kochać największą, szczerą i wierną miłością. Dzięki Niemu wierzyłem w to, że związek ma sens...
- Przespałem się z Kristiną...
**********~*~**********
Obiecałam na 22:00 więc jest :)
Buziole moje drogie :*
Do piątku ;)
I dziękuję pięknie za komentarze po poprzednim postem, jesteście KOCHANE!!
Na książkę jestem za małym pikusiem ale doceniam Wasze wsparcie.
Kamila nie martw się, Borussia w końcu coś wygra :*