poniedziałek, 2 lutego 2015

27. Będziesz musiał wybudować większy dom...


Inspiracja:



SZPITAL W SALZBURGU...

Jesteś idiotą Michi! 
Patrzę na Nią wyczekująco. Mam tylko nadzieję, że Jej wyraz twarzy mówi o tym, że jest w szoku, a nie, że coś się dzieje.
Nie pomyślałeś o tym, że taka rewelacja też na Nią zadziała?! A jak zacznie rodzić?! Miałeś nie dostarczać Jej żadnych zbędnych emocji!
Te emocje nie są zbędne. Są konieczne.
Chyba dla Ciebie. Pojawiła się konkurencja i myślisz, że jak Jej wciśniesz pierścionek na rękę to nikt Ci Jej nie zabierze? Hahaha nie rozśmieszaj mnie.
Gdybym wtedy oświadczył się Elli teraz bylibyśmy szczęśliwą rodziną.
Po pierwsze: jesteście rodziną, po drugie: Julia to nie Ella. Nie zapominaj, że w Jej przypadku zgoda na ślub ślubu nie oznacza. Już raz to przerabiała.
- Jak położna zobaczy te wszystkie świeczki to nie pozwoli Ci tu więcej przyjść. - mówi w końcu ale patrzy na mnie z takim szokiem i niedowierzaniem w oczach, że właściwie nie wiem czy nie spowodowałem tymi oświadczynami jakiegoś poważniejszego urazu Jej mózgu.
I to Cię zastanawia tak? A to, że zamiast powiedzieć "tak", "nie" lub "popierdoliło Cię Hayboeck" zwraca uwagę na świeczki zapachowe, których tutaj być nie może, Cię nie dziwi. Tak mam to rozumieć?
- Przekupiłem Ją. - mówię szczerze. 
Twój geniusz mnie onieśmiela...
Przynajmniej jestem szczery.
Nie bolą Cie kolana od tego klęczenia?
- Mogę klęczeć całą noc jeśli rano dasz mi odpowiedź. - dodaję.
Cóż za epicki romantyzm... czekaj, zapiszę to sobie. Może jutro jak będziesz się oświadczał innej zupełnie nieznanej sobie dziewczynie ten tekst Ci się przyda...
Wygląda jakby zobaczyła kosmitę.
- Michael usiądź, proszę. - mówi trochę spokojniejszym głosem ale wciąż drżącym. Klepie miejsce obok swoich nóg. Chwilę się waham ale w końcu siadam we wskazanym miejscu, a Ona bierze ode mnie pudełko i nawet nie patrząc na pierścionek zamyka je i odkłada na szafkę obok łóżka. Patrzy na mnie uważnie. Jakby chciała z mojej twarzy wyczytać wszystko co we mnie siedzi. W końcu zaczyna mówić. A właściwie pytać... - Jak mieli na imię moi rodzice Michael? - pyta. Zaskakuje mnie tym. Nie mam pojęcia więc milczę nie wiedząc o co Jej chodzi. - Jak zginęli? - zadaje kolejne pytanie. Znów milczę. - Jak miała na imię moja siostra? - pyta tym razem. Nawet nie wiedziałem, że miała siostrę.
Ech...
- Mój ulubiony kolor? - pyta. Teraz po prostu pyta nawet nie czekając na odpowiedź. - Data moich urodzin? Znak zodiaku? Ulubiony film? Jakiej muzyki słucham? Wolę zimę czy lato? Jakie jest moje największe marzenie? Najlepsze wspomnienie? - milknie. Wpatruje się we mnie intensywnie. I milczymy razem. Bo wiem już do czego zmierza i wiem, że będzie miała rację. - Teraz odwróćmy te pytania i zadajmy je mi... Poznałam Twoją rodzinę ale oprócz tego na żadne inne nie potrafiłabym odpowiedzieć... - mówi poważnie. - Nie znamy się Michael. Nic o sobie tak na prawdę nie wiemy. Nie można związać się z kimś kogo w ogóle się nie zna. - dodaje ciszej. - A ja nie mogę obiecać Ci, że za Ciebie wyjdę ze strachu o swoją przyszłość. Nie mogę tego zrobić pod wpływem impulsu. Nie mogę Ci tego obiecać, bo... 
- Bo mnie nie kochasz. - kończę zamiast Niej. Spuszcza wzrok na swoje dłonie, a Jej palce zaczynają nerwowo stukać o siebie. Marszczę brwi. - Julia? - unoszę delikatnie Jej podbródek, żeby na mnie spojrzała. Ma zaszklone oczy, jakby chciała się rozpłakać. Nie rozumiem...
- Dlaczego chcesz się ze mną ożenić Michael? - pyta bardzo cicho. 
- Bo będziemy mieli dzieci... Bo sprawiłaś, że zapomniałem już co czułem do Elli... Bo mimo, że się nie znamy tak dobrze jak starzy przyjaciele z podwórka to wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek inny... Bo widziałaś mnie w każdej mojej odsłonie... Bo mimo tego jak czasami oziębły i niedostępny jestem nie uciekłaś... Bo potrafisz doprowadzić mnie do skrajnych emocji... Bo przy Tobie tracę rozum... Bo nie umiem się powstrzymać, żeby Cie nie dotknąć... Bo od początku wiedziałem, że jesteś kimś wyjątkowym w moim życiu... Bo nie mogę zapomnieć żadnej spędzonej z Tobą nocy... Bo chcę powodować, że zaśniesz zmęczona zadowoleniem i szczęściem i obudzisz się przy mnie z uśmiechem na twarzy... Bo chcę widzieć jak tańczysz na stole śpiewając do łyżki, jak bawisz się życiem, jak jesteś sobą... - przerywam na moment kiedy widzę spływającą po Jej policzku łzę. Delikatnie ocieram ją dłonią powodując, że znika. - I nie chcę, żebyś kiedykolwiek jeszcze płakała. - dodaję cicho. Nawet nie wiem kiedy tak bardzo się do Niej zbliżyłem, że czuję Jej oddech na swoich policzku. Jej oczy ciągle wpatrują się w moje. Ta szarość, która tak cholernie mnie przyciąga teraz wydaje się być głębsza niż kiedykolwiek. I muszę powiedzieć Jej prawdę... - Bo Cię kocham. - mówię wyraźnie. I wiem, że nie kłamię.
W końcu! No weź Ją pocałuj chłopie!
Więc składam delikatny pocałunek na Jej ustach. Takich ciepłych i miękkich. Jak zawsze. Jeden, potem drugi... i kolejny... 
- Idź już... - mówi bardzo cicho pomiędzy pocałunkami. Chce i nie chce żebym szedł, widzę i czuję to. I nie mogę pozwolić na to, żeby mnie odepchnęła.
- Kocham Cię Julia... - mówię po raz kolejny. Obejmuję Jej twarz dłońmi, a Ona z cichym jękiem poddaje się. Poddaje się mi. Temu co się dzieje. Z jednej strony nie chcę w taki sposób nic na Niej wymuszać ale z drugiej... z jakiegoś powodu na Nią działam... Gdybym tylko mógł, nigdy bym tego nie kończył. Ale muszę coś jeszcze wiedzieć... Odrywam się od Niej na moment i patrzę w te zaszklone oczy pełne mieszanych uczuć. - Kochasz mnie? - pytam wprost. Jeśli tak, wszystko może się jeszcze zmienić, jeśli nie...
Znowu zamienisz się w głaz na kolejny rok.
- Idź stąd Michael, proszę. - mówi szeptem. I zagryza wargę. Nie powinna tego robić, bo to jeszcze bardziej mnie do Niej ciągnie.
- Pójdę ale musisz mi odpowiedzieć. - mówię twardo. Przez chwilę milczy. Ale też długo nie znosi ciszy.
- Kocham Cię. - mówi cicho ale bardzo wyraźnie. Więcej mi nie trzeba. Gaszę każdą zapaloną świeczkę powodując, że w sali robi się całkiem ciemno, a jedyną świecącą rzeczą są nasze oczy i księżyc. Patrzę na Nią ostatni raz i wychodzę...

***

- Jeśli otworzysz okno nic mi się nie stanie, obiecuję. - mówię lekko poirytowana Jego zachowaniem.
- Ale na pewno? - dopytuje z niepewną miną.
- Na zewnątrz jest plus 25 stopni Stefan. Potrzebuję powietrza więc otwórz to cholerne okno! - warczę. Od razu robi to co chcę. Siada na stołku obok łóżka i patrzy na mnie z lekkim uśmiechem. 
- Nie wiedziałem, że z Niego taki romantyk. - mówi nagle. I serce staje mi w gardle. Patrzę na Niego zdezorientowana. - Tyle słoneczników... Nie dość, że Twoje ulubione to jeszcze dostarczył Ci odrobiny lata do tego bądź co bądź więzienia. - uśmiecha się. Ach tak, o to chodzi. - Maggie co jest? - pyta. Dawno nikt mnie tak nie nazywał. A to przezwisko powoduje u mnie uśmiech. 
- Chciałabym żeby już było po wszystkim Stefan. Chciałabym już wyjść bezpiecznie ze szpitala ze zdrowymi dziećmi w nosidełkach i tak po prostu usiąść sobie na kanapie i patrzeć jak śpią. - mówię szczerze.
- No i tak będzie. Jeszcze trochę i tak będzie. - zapewnia mnie. - Rozmawiałaś z Michim o tym co będzie jak już maluchy przyjdą na świat?
- Nie było okazji do ustalenia takich rzeczy. - mówię w głowie mając to co wydarzyło się w nocy.
- Teraz pewnie o wszystko będzie pytał Ciebie. - śmieje się wesoło. Patrzę na Niego zdziwiona.
- Czemu?
- Bo będzie Ci chciał nieba przychylić. - mówi. - Bo będzie chciał, żeby wszystko było perfekcyjne, żebyś była zadowolona, szczęśliwa, żeby Ci było wygodnie... Zobaczysz, będzie Cię traktował jak księżniczkę. - szczerzy się.
- Masz na myśli to, że będzie piekielnie upierdliwy? - pytam ze śmiechem na ustach. I znowu przy Stefanie się śmieję. A w nocy przy Michim płakałam. Płakałam kiedy mi się oświadczał i wyznawał miłość!
Zawsze powtarzałam, że jesteś ciut rąbnięta. Ale Hayboeck tym bardziej skoro chce się z Tobą hajtać...
- A jeszcze nie jest? - pyta i wybuchamy śmiechem. 
- Lepiej powiedz gdzie poznałeś Marisę i jak Wam się układa? - pytam autentycznie zaciekawiona.
- Cóż... Poszedłem z kuzynem do baru oglądać mecz. My oczywiście byliśmy za Bayernem ale Ona z koleżankami za Borussią. No powiedz mi Jula jak można mieć nadzieję, że Dortmund będąc ostatnim w tabeli wygra z Mistrzami? 
- Wariatka. - komentuję próbując być poważną ale nie wytrzymuję i śmieję się pod nosem za co zostaję skarcona wzrokiem. - To ile ta biedna Borussia przegrała? - pytam Go ponownie starając się być poważną.
- Był remis po zero ale to jest najmniej ważne w tym momencie. - usprawiedliwia się, a ja znowu wybucham śmiechem.
- Kontynuuj haha
- No a na stolikach były takie malutkie świeczuszki zapachowe i Ona widząc tą jakże potężną porażkę...
- Remis. - przypominam. Wywraca tylko oczami.
- ...Porażkę Dortmundu, zaczęła z rozpaczy maczać sobie palce w stopionym wosku. Zdziwiłem się. I cały czas Ją obserwowałem. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś był tak skupiony robiąc sobie krzywdę. I wtedy na mnie spojrzała i powiedziała "nie, nie jestem masochistką". A potem napisała swój numer na serwetce i zostawiła na stoliku jak wychodziła. No i tak jakoś wyszło, że zadzwoniłem i tadam! - kończy swoją opowieść.
- I jak się Wam układa? - pytam z uśmiechem na twarzy. Bo jak tu się nie uśmiechać przy Stefanie i Jego opowieściach?
- Jest... OK. - mówi lekko zamyślony. 
- Ale coś Cię męczy. - zauważam. Patrzy na mnie teraz uważnie.
- Jest cholernie zazdrosna. - mówi w końcu.
- O mnie. - dodaję. Tylko dlatego ciężko Mu to było powiedzieć. Innej opcji nie ma.
- Wyjaśniałem Jej kim dla siebie jesteśmy. 
- I nawet to, że jestem w ciąży z Michaelem Jej nie uspokaja? - dziwię się.
- Nie jesteście małżeństwem a ja trochę za bardzo się o Ciebie martwię. - wyjaśnia. Wtedy ponownie się uśmiecham. On też. 
- Czyli będzie dobrze. - uśmiecham się ponownie. W tym momencie do sali wchodzi blondyn. 
- To ja zmykam. A! Zapomniałbym. - odwraca się do mnie. - Chłopaki się stresują tym zakładem. - szczerzy się. Wywracam oczami.
- Na co i ile postawiłeś? - pytam.
- Dwie stówy na chłopców. - mówi dumnie.
- Więc jesteś dwie stówy w tył mówię rozbawiona. 
- Słucham? Niemożliwe! - obrusza się. - Tylko mi nie mów, że ta szuja Schlieri wygrał! 
- Nic więcej Ci nie powiem. - mówię. 
- Wpadnę w przyszłym tygodniu. - mówi i całuje mnie w czoło. Kiedy jest przy drzwiach wita się z Michaelem. - Gratuluję stary. - klepie Go po plecach. Blondyn wygląda jakby nie wiedział o co chodzi brunetowi. - Ale te Twoje plemniki są mi winne dwie stówy. - mówi i wychodzi. Hayboeck jeszcze przez moment trawi słowa przyjaciela aż w końcu odwraca się w moja stronę. I patrzy. Ma ręce w kieszeniach eleganckich spodni, do których pasuje idealnie wyprasowana czarna koszula i biały krawat.
- Idziesz na randkę? - pytam. 
- Właśnie przyszedłem. - odpowiada. 
Boże jaka Ty złośliwa jesteś!
- Ale chyba ubrałem się zbyt elegancko bo moja randka woli koszule nocne. - dodaje.
Ok. Oboje jesteście.
I nadal patrzy.
- Miałem sesję z Audi. - wyjaśnia nadal stojąc przy drzwiach.
- Dobra modelka to połowa sukcesu zdjęcia. - dorzucam. Widzę jak chodzi Mu policzek ze złości. Ewidentnie nie lubi moich złośliwości ale co tam. On wczoraj dostarczył mi nadmiaru emocji to dziś mogę trochę Mu podokuczać.
- A więc nie będę miał dwóch synów... - stwierdza. Kręcę głową.
- Na razie nie będziesz miał ani jednego Michael. - mówię z lekkim uśmiechem. Patrzy na mnie jakbym zjechała z księżyca.
- To dziewczynki? - pyta wyraźnie ożywiony. Kiwam głową z uśmiechem. I jakby dopiero teraz dociera do Niego, że to wszystko dzieje się na prawdę. Siada na krześle obok drzwi i patrzy na mnie z niedowierzaniem. - Nie wyrobię na sukienki. - mówi nagle. - Ja nawet nie wiem jakie lalki teraz są modne... To nie fair! Ja nawet siostry nie miałem, ja nic nie wiem o wychowywaniu dziewczynek... - zaczyna panikować. Ale ma przy tym tak uroczą minę...
- Na Twoim miejscu raczej przejmowałabym się czymś innym. - zauważam. - Każda zapewne będzie chciała mieć swój pokój. I łazienkę, bo tam będą spędzać połowę swojego nastoletniego życia. I garderobę. Skoro chcesz Im tyle sukienek kupić... Będziesz musiał wybudować większy dom... - śmieję się. Patrzy na mnie zdezorientowany. No tak... Więc kładę ręce na swój brzuch, żeby wyraźnie widział moją dłoń. A kiedy zauważa na moim palcu złoty pierścionek ze szmaragdowym oczkiem staje się jakby... szczęśliwy. I dobrze. Bo szczęście to jedno z tych uczuć, które nie są podłe...



**********~*~**********
Cześć i czołem :)
Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was tym rozdziałem. 
Zwłaszcza, że wolałyście parkę.
namelessvic straciłaś wirtualne trzy stówy :P
skokonators miałaś dobre przeczucie :D
A! No i ten rozdział a zwłaszcza fragment z Borussią dedykuję mojej kochanej Kamili. :*
Do środy Dzióbaski :*