niedziela, 1 marca 2015

36. Odbiło Ci idioto!



Inspiracja:



HALLEIN...

   Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego jak teraz. Widząc to na własne oczy, wiedząc, że przecież to wszystko należy do mnie... To jest całe moje szczęście. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłem ale jeśli już to dostałem to będę to trzymał przy sobie mocno i nigdy nie puszczę. Nigdy nie odpuszczę...
- Michi nie patrz tak tylko pampersy przynieś - Sandra z uśmiechem na ustach trzyma przed sobą swoją chrześnicę. Była cała w skowronkach kiedy zapytałem Ją o to czy zostanie chrzestną. Odpowiedź była prosta. Bo doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo Sandra chce dziecka. I doskonale wiem jak bardzo Schlieri Ją od tego pomysłu odwodzi. Więc przyszywana córka to chyba dobry początek. 
- A przewiniesz Ją? Bo słyszałem, że masz z tym kłopocik - szczerzy się Manu. No tak. Oprócz cudownych dzieci mam jeszcze grupę cholernie cudownych przyjaciół. I Ją...
- Zaraz sprawdzimy jak Ty sobie radzisz. - mówię do bruneta, a ten tylko się śmieje. Idę w kierunku domu i dołącza do mnie Stefan. 
- Pojedziesz z Nami na zgrupowanie do Turcji? - pyta nagle. Marszczę brwi. 
- Skąd to pytanie?
- Nooo zgrupowanie jest już na początku września. - mówi. Cholera. Rzeczywiście. - To jak? - pyta nadal.
- Jeszcze nie wiem.
- Zdajesz sobie sprawę, że jak nie pojedziesz to Heinz może nie powołać Cię do kadry A ?
- Wiem Stefan. - potakuję. Już raz o tym myślałem ale mam rzeczy ważniejsze na głowie. Przecież nie mogę zostawić Julii samej.
- Matylda tu jest. - mówi jakby czytał mi w myślach. To właśnie dlatego jest moim najlepszym przyjacielem. Tylko, że obecność Matyldy mnie nie uspokaja. - Twój tata i Alex na pewno nie zostawią Julki samej. Znam Ich. Nie dadzą Jej spokoju. - śmieje się.
- Próbujesz mnie namówić na zostawienie Jej samej na prawie miesiąc z dwoma noworodkami i Karolem na wolności, który nie wiadomo gdzie jest i co planuje? - pytam lekko rozzłoszczony.
- Nie. - wzrusza ramionami. - Próbuję Ci pokazać, że oprócz Ciebie Julia ma jeszcze parę osób, którym na Niej zależy. I że doskonale sobie poradzi ze wszystkim. - odpowiada stając przed drzwiami do sypialni. Patrzę na Niego uważnie. - Hej, nikt Ci Jej tu nie ukradnie przez te 3 tygodnie. A Ty potrzebujesz treningu. 
- Wygrywanie teraz jest dla mnie najmniej ważne.
- A powinno być najbardziej. - mówi. Dziwię się. - Za co kupisz te miliony kiecek, kosmetyków i szpanerskich gadżetów? - pyta ciesząc się jak głupi. Kręcę głową z uśmiechem na ustach. Stefan to jednak Stefan. Najpoważniejszy temat potrafi obrócić tak, żeby nie było spiny. - Chodź zobaczyć jak się miewa nasza poranna gwiazdka. Może już wytrzeźwiał hehe...


***

Odepchnij Go!
Kładę dłonie na Jego ramionach i próbuję ale trzyma mnie mocno i jeszcze bardziej obejmuje.
- Thomas... - usiłuję się od Niego oderwać ale nie mogę. Wstąpiło w Niego coś niezrozumiałego dla mnie. Nadal mnie całuje. - Thomas przestań... - znów próbuję Go odepchnąć ale jest zbyt silny. Żołądek zwija mi się w supeł. Nie chcę tego!
Dobrze, że się opamiętałaś!
To było tylko chwilowe, z zaskoczenia.
Zrób coś zanim będzie za późno!
Wiercę się ale to nic nie daje. W oczach pojawiają mi się łzy. Już raz przez to przechodziłam. Nigdy więcej! I nagle czuję swobodę. Wszystko zwalnia. Czuję oplatające mnie ramiona i zapach tak znajomy. Stefan trzyma mnie żebym nie upadła. A właśnie miałam taki zamiar, bo nogi mam jak z waty. Przez załzawione oczy widzę Michaela, który stoi nad leżącym Thomasem i patrzy na Niego wściekłym wzrokiem. Drugi z blondynów leży i trzyma się za nos. Widzę krew i słyszę krzyk...
- Jeszcze Ci mało?! Rozpieprzyłeś własny związek i teraz chcesz rozwalić wszystko wokół?! - Michael jest wściekły, drżą Mu dłonie. Widzę to. Widzę ten szał, którego nigdy nie chciałam już zobaczyć. Thomas wstaje z podłogi i patrzy zdezorientowany to na mnie to na Michaela.
- Ja...
- Chroniliśmy Ci dupsko! Pomagaliśmy! Julia Cię wspierała jak umiała! Uważałem Cię za przyjaciela a Ty robisz coś takiego?! - znów uderza blondyna w twarz.
- Michael! - próbuję Go powstrzymać ale mnie powstrzymuje Stefan. Patrzę na Niego z przerażeniem. Jeszcze nigdy nie był taki poważny.
- Należy się Mu. - mówi do mnie cicho. Przecież Michael Go zabije! Znów patrzę na blondynów. Thomas podnosi się z podłogi ale robi to z wielkim grymasem bólu na twarzy. Teraz ma rozciętą brew. 
- Tak bardzo podoba Ci się niszczenie siebie, że postanowiłeś też niszczyć innych?! - popycha Go na ścianę. 
- Michael! - tego jest już za dużo. Blondyn odwraca swój wściekły wzrok na mnie i dzieje się coś czego nigdy bym się nie spodziewała.
- Zamknij się! - wrzeszczy. Nawet Stefan jest w szoku. Zatyka mnie. Takiej nienawiści w oczach Hayboecka nie widziałam nigdy. I chyba nigdy więcej nie chciałabym zobaczyć. Znów odwraca się w stronę Morgensterna i wymierza kolejny cios. Nie mogę na to patrzeć. 
- Stefan zrób coś. - szepczę przerażona. Muszę Go obudzić z transu w jaki wpadł. A bardziej z szoku. Przez chwilę patrzy na mnie nie wiedząc co się dzieje ale w końcu puszcza mnie i natychmiast odciąga Michaela od Thomasa, który trzymając się za brzuch, w który właśnie dostał zwija się z bólu na podłodze. Od razu do Niego podchodzę i nie mam pojęcia co zrobić. Jestem przerażona. Podnoszę wzrok na Michaela. To nie jest mój Michi... To jest zupełnie obcy facet.
- I dziwisz się, że Sabrina Cię zostawiła?! Jesteś pieprzonym sukinsynem, który nie zasługuje nawet na chwilę uwagi! Nie zasługujesz na przyjaciół, na nic! Jesteś legendą? - śmieje się gorzko. - Dla mnie jesteś Nikim! Słyszysz? Nikim! Wynoś się z mojego domu i nigdy więcej nie waż mi się pokazywać na oczy! - wrzeszczy. Wyrywa się z rąk Stefana i staje po środku. Zaciska dłonie w pięści. Pomagam wstać blondynowi, który teraz opiera się o bruneta ledwie oddychając. 
- Michael On potrzebuje pogotowia! - mówię podniesionym głosem. Ręce mi drżą. Jestem przerażona tym co się właśnie stało ale najgorsze ma dopiero przyjść...
- Zamknij się! - warczy znowu. Nie mam odwagi się odezwać.
- Mówisz... że to ja... rozwalam Ci związek... - Thomas mówi bardzo niewyraźnie ale wszyscy Go rozumiemy.
- Jeszcze tu jesteś?! - znów wrzeszczy blondyn. - A Ty! - patrzy teraz na mnie. - Ty wyjdziesz za mnie najszybciej jak będzie to możliwe! - warczy. Słucham? Staję na przeciwko Niego z niedowierzaniem na twarzy.
- Michael opanuj się! - krzyczę zdenerwowana. I robię największy błąd w życiu. Bo to co dzieje się potem przechodzi moje najśmielsze oczekiwania.
- Zamknij się powiedziałem! - warczy. Czuję piekący ból na policzku i upadam na podłogę. Odrywam dłoń od ust i widzę na niej krew. 
Jula... to znowu się dzieje... 
W oczach czuję łzy. 
- Oszalałeś?! - teraz wrzeszczy Stefan. Te wrzaski musiał słyszeć każdy w promieniu kilometra, bo reszta gości natychmiast pojawia się w pokoju. - Odbiło Ci do cholery?! - brunet nie może wytrzymać i już chce wymierzyć cios ale Gregor skutecznie Go powstrzymuje. 
- Co tu się dzieje? - Sandra z przerażeniem w oczach klęka obok mnie. Obie patrzymy na Michaela. Ona z wściekłością, ja z bezradnością i przerażeniem. A On stoi, patrzy, nic nie mówi... I wszystko nagle przyspiesza. Manu z Didlem wyprowadzają Thomasa do samochodu i jadą z Nim do szpitala, Matylda zamyka się z Matthiasem i dziewczynkami w Ich pokoiku, Sandra przytula mnie do siebie jak małe dziecko, a Stefan z Gregorem wyprowadzają Michiego z pokoju...
Jula... uciekaj...

***

Patrzę na własne dłonie i nie poznaję ich. Trzęsą się jak nigdy. Czuję jak cholernie szybko bije mi serce. Czuję jak wszystko we mnie się gotuje. No i czuję wściekły wzrok Stefana i przestraszony wzrok Gregora. Jeśli ktoś kiedyś zastanawiał się czy Schlieriego coś może przestraszyć to teraz ma odpowiedź. Siedzi cicho w kącie pokoju. Nic nie mówi tylko patrzy. Wyłączył swój telefon. A to znak, że nie jest dobrze. 
Odbiło Ci idioto! Uderzyłeś Ją!
Wiem! Chowam twarz w drżących dłoniach. Nie mogę uwierzyć, że to się na prawdę stało. Nie mogę uwierzyć, że potrafiłem zrobić coś takiego. Że stałem się Karolem.
- Gdyby nie to, że Matylda zamknęła pokój na klucz i nie chce go oddać Matthiasowi... - zaczyna cicho szatyn.
- Ja sam mam ochotę obić Ci mordę tak, że własna matka by Cię nie poznała! - warczy Stefan. 
- Więc co Cię powstrzymuje?! - teraz to i ja warczę. Bo doskonale wiem, że mi się należy.
- To, że Julia by mi tego nie wybaczyła, bo Cię kocha! A Ty potraktowałeś Ją jak worek treningowy!
- Nie chciałem!
- Ale to zrobiłeś! Nawet się nie zawahałeś! Właśnie przed tym uciekła a Ty Jej znowu dostarczasz tego samego co kiedyś Karol! Mało tego, prawie zabiłeś własnego przyjaciela!
- Widziałeś co Jej robił!
- I to upoważnia Cię do stania się bokserem?!
- Hej! - w końcu wtrąca się szatyn. - Wrzeszczenie na siebie nikomu nie pomoże! Thomas zachował się jak idiota ale Ty Michael zachowałeś się dużo gorzej. Zachowałeś się jak Karol. - mówi poważnie. I nagle zapada cisza. Wiem to. Mogłem zrobić cholerną krzywdę przyjacielowi. Zrobiłem krzywdę kobiecie, którą kocham. Tylko kocham Ją tak bardzo, że nie potrafię nad sobą zapanować. To mnie niszczy. A kiedyś doprowadzi do końca... Mogę jedynie ponownie schować twarz w dłoniach. W gardle mam gulę. Bo przed oczami ciągle widzę Jej przerażoną twarz, oczy pełne łez, usta pełne krwi... I to wszystko moja wina. 
Teraz będziesz płakał?
Bo nie mam siły. To mnie przerasta.
- Muszę Ją przeprosić. - mówię wstając z łóżka. Na drodze staje mi Stefan. - Zejdź mi z drogi. - mówię starając się uspokoić.
- Julia nie chce Cię teraz widzieć.
- Muszę Ją przeprosić. - powtarzam dobitnie.
- Ona nie chce teraz ani Cię widzieć ani z Tobą rozmawiać Michael. - słyszę kobiecy głos. W drzwiach pojawia się Sandra. - I wcale Jej się nie dziwię.
- Sandra nie wtrącaj się.
- Bo co? Bo mnie też uderzysz? - pyta z pretensją i wściekłością. Od razu czuję, że Gregor staje obok mnie. To był policzek.
Zasłużony.
Zamykam oczy i liczę do dziesięciu. Muszę się uspokoić.
- Chcę z Nią porozmawiać. - mówię spokojnie. Odsuwa się na bok i macha ręką dając mi wolną drogę. Idę do Naszej sypialni, a kiedy tam wchodzę czuję ogromny niepokój. Nie ma Jej tam. Idę do pokoju dziewczynek ale tam też nikogo nie ma. Schodzę na dół ale salon i kuchnia są puste. Żołądek zawiązuje mi się w supeł. Wracam spowrotem do sypialni i otwieram szafę. Granatowa walizka zniknęła razem ze sporą ilością rzeczy Julii. W pokoju dziewczynek nie ma sporej ilości Ich rzeczy... 
- Obiecała sobie, że nigdy więcej nie powtórzy błędu jaki popełniła będąc z Karolem. - słyszę za sobą Sandrę. Ciągle patrzę na puste łóżeczko. Zaciskam zęby. To boli. Cholernie boli, bo wiem co się właśnie stało. - Sprawiłeś, że znów musiała uciec Michael... - a to cholernie podłe uczucie...



**********~*~**********
Z opóźnieniem ale jest. :)
Wszyscy chcieli obicia mordki Morgiego więc jest, ale mam nadzieję, że nie spodziewaliście się takiego obrotu sprawy ;)
Co Wy na to?
Buziole :*